poniedziałek, 8 listopada 2010

Nie konbiniuj! (コンビニにするな!)

W zwiazku z tym, ze wychodzi na to, iz ostatnio pisze tylko o ciuchach albo pozywieniu, postanowilam ratowac wlasny wizerunek mlodego naukowca i zamowilam pierwsza porcje ksiazek do swego (na razie mocno efemerycznego) doktoratu... Wyniklo z tego, jak to zwykle, wiele przygod.
         Na czele listy moich ulubionych japonskich wynalazkow stoi dumnie instytucja convinience store, pieszczotliwie (i dlatego, ze Skosni maja problem ze slowami, ktore zwieraja ponad 4 sylaby) nazywanego tu konbini. Pomysl niewielkiego sklepu, w ktorym 24 godziny na dobe mozna kupic najbardziej potrzebne do zycia produkty (pokarm, alkohol, ponczochy, paste do zebow, swierszczyki... you name it!) nie jest co prawda tutejszym wynalazkiem, ale to wlasnie w Japonii ze wzgledu na optymalne warunki nastapil prawdziwy rozkwit convinience store. 
        Od pierwszych punktow sieci 7-Eleven, otwartych w latach 70tych przemysl konbini rozrosl sie na Wyspach do grubo ponad 40,000 sklepow obecnych w kazdym mozliwym miejscu. Nie da sie przejsc przez japonska ulice, nie natrafiwszy na oddzial przynajmniej jednej z kilu operujacych tu sieci konbini. 
        W ich metrazu nie ma miejsca na magazyn, wszystkie produkty dowozone sa na biezaco, po kilka razy dziennie (dlatego mam niepokojace wrazenie, ze wiekszosc kupowanego tu paczkowanego sushi jest swiezsza niz polskie sushi restauracyjne...). Dodatkowo w konbini mozna na ten przyklad: zrobic ksero, skorzystac z bankomatu,zaplacic rachunek, nadac przesylke  kupic bilet na loterie oraz wreszcie: odebrac i oplacic zamowienia z ksiegarni Amazon. Ten ostatni aspekt przerabialam dzisiaj i gorzko tego pozalowalam.
        Chcialam caly proces miec z glowy juz rano, totez wstawszy odpowiednio wczesniej, najsampierw popedalowalam na poczte zaopatrzyc sie w odpowiednia ilosc gotowki. Zgodnie ze swa przekleta  humanistyczna natura juz spod bankomatu zmuszona bylam zawrocic do akademika, po PIN do konta, ktorego jakos nie jestem w stanie zapamietac.      
        Nastepnie wyruszylam na poszukiwanie konkretnego konbini, ktory wybralam jako punkt docelowy amazonowej dostawy. Chcialam go przyszpilic, zeby kiedy juz dostane potwierdzenie nadania przesylki nie musiec sie miotac, tylko jechac jak po sznurku do celu.


NIENAWIDZE szukac czegokolwiek w Japonii. Plan zagospodarowania przestrzeni jest tu pokeciem mocno abstrakcyjnym, podobnie jak nazwy ulic czy numery budynkow...
        Wlasciwego oddzialu wspolpracujacej z Amazonem sieci Lawson oczywiscie nie znalazlam, za to naturalnie zgubilam sie i zmitrezylam na tyle czasu, ze okazalo sie, iz pora juz pedzic na zajecia. Na szczescie dotarlszy na kampus przypomnialam sobie, ze przeciez tam takze mamy sklep Lawsona. Niczym wielki, bialy pocisk wpadlam do niego tuz przez zajeciami, blagajac sprzedawczynie, zeby wskazala mi ktory z 10 ustawionych przy wejsciu automatonow sluzy do placenia za zamowienia w internetowej ksiegarni. 



Gdybyscie kiedys znalezli sie w podobnej sytuacji: kierujcie sie na czerwona maszyne!
        Niestety tenze sam automaton sluzy takze do: kupowania biletow lotniczych, kuponow na loterie, skladania zamowien w lokalnym odziezowym oraz diabli wiedza do czego jeszcze. Kazda czynnosc mozna wybrac z menu, kture oczywista nie funkcjonuje w jezyku angielskim... Namietnym klikaniem wszystkich przyciskow, zawierajacych nazwe “Amazon” (lub jemu podobna) udalo mi sie jednak doprowadzic ustrojstwo do panelu wprowadzania numeru platnosci. Numer wklepalam, lecz niestety poleglam na kolejnej planszy, mowiacej co nastepuje: “PROSZE PODAC NUMER POTWIERDZAJACY ZAMOWIENIE (8888)”. Czego tez diabelstwo ode mnie chce?! Jakiegos PINu znowu? PINu w mailu od Amazona, ani na moim koncie nie bylo ani sladu. Sprzedalam zatem automatonowi kopa (staje sie to w Japonii moim przykrym przyzwyczajeniem..) i ze zwieszonym nosem powedrowalam na zajecia.
        Odzyskawszy na nich nieco wigoru postanowilam szukac pomocy u Amerykanina, mego ziomka z lawki (jestesmy dosc dobrze skumplowani, od czasu, gdy probowalismy razem zjesc lunch, dzieki czemu pol godziny szukalismy pewnej legendarnej wloskiej knajpy w poblizu Todaiu, a gdy ja juz znalezlismy okazala sie zamknieta. Nic tak nie jednoczy jak wspolne frustracje!) W kazdym razie Amerykanin jest ekonomista, ma analityczny umysl bankowca i wiedzialam, ze kto jak kto ale on pewnie poradzi sobie z potworna maszyna.
         Faktycznie, poradzil sobie. Przeczytal ze zrozumieniem komunikat “Prosze podac numer potwierdzajacy zamowienie (8888) i zasugerowal, zeby... po prostu wpisac “8888”. PO JAKIEGO GRZYBA MASZYNA KAZE MI WPISAC 8888? JAKA JEST JEGO ROLA JAKO POTWIERDZENIA?! I wreszcie: DLACZEGO AKURAT 8888 A NIE 7777?!!!!! Te filozoficzne pytania drecza mnie do dzisiaj. A Amerykaninowi powinnam chyba postawic piwo.
Czytam: Czytanke o dryfujacych mostach. Tematy rozdzialow naszych zajec z lektury to dzielo kogos, kto mocno naduzywal kwasu.
Slucham: Roxette - Spending My Time. Ta piosenka ma juz 20 lat! How weird is that?
Dokonania: Nie bedzie Amazon plul mi w twarz!
Fun Fact: W konbini jesli mamy ochote mozemy na przyklad za 100 jenow nabyc JAJO NA  TWARDO!

niedziela, 7 listopada 2010

Koenji vintage kimchi (高円寺ビンテージキムチ)



W sobote nareszcie dopadla mnie samotnosc emigranta. Postanowilam zatem zaleczyc ja w najlepszy znany mi sposob: za pomoca zachlannej konsumpcji spozywczej, kulturowej oraz odziezowej!

         Wielce Szacowni! Dzis przedstawiam trzy przejawy japonskiego recyclingu - z wszystkimi zetknelam sie podczas weekendu i wszystkie chetnie zobaczylabym w Polsce:

1. Recycling ksiazkowy
W Japonii kwitnie odsprzedaz ksiazek, komiksow, gier, plyt z muzyka a nawet.. konsol! To, co u nas jest watlym strumyczkiem ‘uzywek’, tutaj przybiera postac pedzacej rzeki. Oprocz miriady malych sprzedawcow, glownym odpowiedzialnym za taki stan rzeczy jest sieciowy sklep Book Off. Z okazji weekendu postanowilam wizyte w nim dodac do listy moich cotygodniowych, sobotnio-niedzielnych misji (na ktora teraz skladaja sie: pierwsi chrzescijanie, pranie, mycie kibla oraz wlasnie wizyta w ksiegarni...).


Jedyny problem z Book Offem jest taki, ze nie da sie w nim NIC znalezc, jesli nie przyszlo sie zaopatrzonym w nazwe wydawnictwa, rok wydania, typ okladki oraz wzglednie wymiary poszukiwanej ksiazki.
2. Recycling kwiatowy

Po tym jak mnogosc ksiazek prawie doprowadzila mnie do poplatania zmyslow postanowilam odreagowac szok w towarzystwie znajomej Koreanki (tej od telwizji). Chcialysmy zaliczyc koreanskie zarcie oraz wycieczke po sklepach odziezowych na Koenji. Rzeczone jedzenie bardzo sympatyczne (wiwat jjiigae!), ale naprawde rozbroil mnie dopiero napitek na ktory zolta towarzyszka zaprosila mnie w przerwie miedzy zdobywaniem lokalnych second-handow. Bylo to ロズーカプチーノ, czyli ni mniej ni wiecej, tylko cappuccino z utopionym w nim zasuszonym paczkiem rozy. Przyznam, ze cudownosc tego napoju zwalila mnie z nog: niniejszym oglaszam, iz Maccha Latte ma konurenta!

Smakuje troche jak rozane paczki z dziecinstwa, te naprawde dobre a nie sztuczne smierdziele!
3. Recycling odziezowy
Co do wyprawy na tzw. ciuchy mialam swoje watpliwosci: do Japonii nie dotarla ogolnoswiatowa moda na ubrania vintage (a moze dotarla, tylko dawno juz tu przeminela, kto to wie?). W zwiazku z tym mialam prawo podejrzewac, iz moje zamilowanie do kupowania ciuchow z drugiej reki bedzie trzeba zawiesic na kolku. Jedyne znane mi miejsce w Tokio, gdzie zgromadzona jest jako-taka ilosc sklepow z uzywana odzieza to Shimonokitazawa, jakies 150 przesiadek metra ode mnie. Wielkie bylo zatem moje zaskoczenie, kiedy Koreanka poinformowala mnie o innej lokacji - ledwie trzy stacje od Mitaki - w ktorej rzekomo gromadza sie milosnicy starego, dobrego przyodziewku. 
Poczatkowo do wyprawy tam podchodzilam jak do jeza, bo kto wie, co tez Zolci rozumieja przez ‘vintage’... Faktycznie, okazalo sie, ze z oldschoolowym lookiem poczynaja sobie dosc niestandardowo. Wydaje sie, ze chwilowo najpopularniejszy jest styl kawaii vintage - akcesoria z lat 50-tych w kombinacji z hipisowskimi (oryginalnymi!) laczkami, falbankami i kwiatkami. Jesli mnie spytac: dosc obrzydliwe... Rzecz jednak w tym, ze TO JAPONIA. Znaczy to mniej wiecej tyle, ze jesli juz ktos ma sklep z odzieza z drugiej reki to nie wybiera jej z kontenerow Armii Zbawienia na kilogramy, tylko po poszczegolne sztuki jezdzi sobie do USA albo Europy, przywozac tylko egzemplarze najlepiej zachowane i w swietnym gatunku. A, ze sklepow o podobnym profilu jest cala ulica to (prawem konkurencji) ceny nie sa wygorowane (no chyba, ze ktos chce orginalna, wieczorowa sukienke z lat 20-tych a i takie widzialam!). Asortyment jest tak bogaty, iz daje slowo - nawet ignorujac wszystkie laczki i falbanki jedna wycieczka po Koenji wystarczylaby, zeby wyekwipowac conajmniej dwa sezony Mad Men!

Moje na ten moment ulubione miejsce: Grog Grog (i jak tu nie kochac japonskich nazw sklepow?). Posunelam sie nawet do wyrobienia sobie tam karty stalego klienta, albowiem niejasne przeczucie mowi mi, ze bede do tego miejsca powracac po kazdej wyplacie stypendium...
Naturalnie po moim piatkowym szalenstwie w Forever 21 skazana bylam na wieszaki z napisem SALE. Co nieco udalo mi sie jednak wypatrzec!

Ta sukienka na przyklad: z profesjonalna halka i swietnymi detalami...

Kosztowala tyle samo, co ten zimowy, futrzany kapelusik o nieskonczonym uroku! (W ogole temat kapeluszy, toczkow oraz czapek, ktore mozna nabyc w Japonii to watek na osobnego posta, ktorego moze kiedys popelnie...)


A do tego jeszcze zasmazka..! znaczy kolczyki: 300 jenow, kto by sie oparl?
Tymczasem, skoro juz jestesm przy tematach vintage’owych: dzisiejszy kacik serialowy:

          Zeby z czystym sercem polecic Boardwalk Empire wypadaloby pewnie poczekac do konca pierwszej serii, ale nie wyglada na to, zeby produkt mial sie nadpsuc, wiec najnowsza produkcje HBO propaguje juz dzisiaj. Scenariusz osadzony jest w latach 20-tych, podczas prohibicji, w (odtworzonym za oszalamiajaca ilosc pieniedzy) Atlantic City. Sila BE polega jednak na tym, ze zamiast skupiac sie na czarujacej otoczce, zwiazanej z kostiumami i scenografia (jak czyni to pewien znany serial na M) fabula bardzo mocno osadzona jest w postaciach, bez wyjatku swietnie napisanych i zagranych. Osia opowiesci jest niejaki Nucky Thompson, lokalny potentat, ktory trzyma w garsci miejski przemyt nielegalneo alkoholu. W zwiazku z tym, ze za produkcje odpowiada Martin Scorsese skojarzenia z jego kinem gangsterskim sa pewnie uzasadnione, ale moim zdaniem im dalej Boardwalk Empire oddala sie od wyrezyserowanego przez mistrza pilota, tym lepiej sie je oglada. Znakomity przekroj spoleczny owczesnego swiata: od policjantow do prostytutek, plus doskonale zarysowane konflikty: zarowno miedzy postaciami jak i wewnatrz ich psychiki. Serdecznie polecam! 
Highlight: Ze Steve Buscemi i Michael Pitt beda swietni mozna bylo sie spodziewac - za to naprawde zaskakuje Michael Shannon jako Nelson Van Alden, socjopatyczny obronca praworzadnosci. Swietnie obsadzony po warunkach fizycznych i glosowych, plus dodajacy jezcze to ‘cos’ od siebie. I moze jeszcze Michael Stuhlbarg w roli Arnolda Rothsteina - podobno do tej partii przygotowal sie tak, ze szczegolami z zycia pierwowzoru swojego bohatera zaskakiwal nawet scenarzystow. You gotta respect that!
A lot like: Deadwood (w zalozeniu), Mad Men (w ofiarnym oddtwarzaniu szczegolow epoki)
Dla kogo: milosnikow vintage, fanow dobrze zagranych i napisanych konfliktow, wreszcie: dla tych, ktorzy czasem maja wrazenie, ze chcieliby sie urodzic w latach 20tych, 
Czytam: Moje swiezo nabyte, uzywane, mocno idiotyczne mangi. Ze szczegolnym uwzglednieniem Team Medical Dragon. Drama na podstawie tego komiksu to jedyny japonski serial, ktory doogladalam do konca!
Dokonania: Zlozylam swoje pierwsze zamowienie na japonskim amazonie. Teraz pozostaje mi trzymac kciuki, zeby przyslali je tam, gdzie trzeba!
Fun Fact:  Z serii ‘Za co kocham Japonie’ - MINI PUSZKI PIWA!

piątek, 5 listopada 2010

Humanisci to miekkie batony



Dobry weekend zaczyna sie od trzesienia ziemi, a potem jest juz tylko lepiej... Oby!


         Myslalam juz, ze ta chwila nigdy nie nadejdzie, ale stalo sie - w piatek wieczorem wreszcie zatrzeslo! Jak wybadalam via US Geological Survey wczorajsze dygotanie mialo ledwie 5 stopni w skali Richtera (plus jego epicentrum przypadlo sporo na polnoc od Mitaki), zatem najpierw wydawalo mi sie, ze po prostu mam lekki zawrot glowy - no, ale potem spojrzalam na swa herbatkie, a ona trzesla sie, jak pamietna woda w kubku w Jurrasic Park...
          Podsumowujac: doswiadczenie bylo w sumie malo stresujace, to wolalabym, zeby sie szybko nie powtorzylo, albowiem w Mitace - z racji niezlego (jak na Japonie) - polozenia sejsmicznego nawet nie poprzykrecali mebli do scian (the outrage!)


Prosze bardzo -  ten niepozorny, blekitny kwadracik poprzewracal mi wszystkie kosmetyki na polkach!
         Nie o tym jednak chcialam pisac, lecz o swoich rozwazaniach na temat gatunku studenckiego. Ku rozwazaniom sklonil mnie fakt, ze po wizycie w chramie Meiji Austriak niespodziewanie zaprosil mnie na piatkowa, lunchowa posiadowe miedzynarodowych inzynierow Todaiu. I choc popoludnie bylo nader udane, wracalam z niego z wielkim smutkiem. Dlaczego na kazdym moim kroku tutaj potwierdza sie, ze humanisci to ZGNILE MEDUZY, ZWIEDLE AMEBY, SKONCZONE FLAKI WZGLEDNIE NADETE BUFONY? Zupelnie nie rozumiem na jakiej zasadzie o wiele leipiej konwersuje mi sie z czlowiekiem, ktory na codzien zajmuje sie optymalizacja ruchu lotniskowego, niz z osoba, ktora czyta te same ksiazki i ma podobne zainteresowania jak ja? No ale z inzynierami z kolei laczy mnie poczucie humoru oraz abstrakcyjne przekonanie, ze fraza “praktyczne zastosowanie badan” nie jest obrazliwa. Zatem: HUMANISCI, DO LABORATORIOW!!!
          I.... milego weekendu!
Czytam: Nie czytam bo za bardzo wciagnelo mnie TO:. Myslalam, ze zabranie do Japonii komputera Apple bedzie dobrym pomyslem, bo odizoluje mnie od wszystkich gier... O, slodka naiwnosci!
Slucham: Soft Cell - Tainted Love : nie moge uwierzyc, ze do tej pory nie wiedzialam, ze do tej piosenki jest tak wspanialy teledysk!
Dokonania: 

Ta-dam!  Zaobserwujcie profesjonalna, japonska, pionowa orientacje napisow!
Fun Fact: Dwa mity na temat japonskiej komunkiacji publicznej: 
  • Japonczycy nie wpychaja sie w kolejki do drzwi pociagu
  • Japonczycy nie ustepuja w pociagu miejsca dziadkom i babulenkom
                  Oba wyssane z brudnego palce japonistow!

czwartek, 4 listopada 2010

Swawolny shopping z Jednoreka Finka


W zyciu poza zwiazkiem z moim Kochanym Malzonkiem calkowicie, stuprocentowo i bez dwoch zdan udal mi sie tylko jeden inny zwiazek: z amerykanska firma odziezowa Forever 21. Klucz do sukcesu naszego pozycia jest taki, ze F21 zasadniczo nie robi ciuchow ‘dla mnie’. Tym samym te ubrania, ktore mi sie u nich podobaja nie maja raczej wziecia wsrod docelowej klienteli, wiec szybko laduja na przecenach. Poza tym powodem swiatowego sukcesu F21 wydaje sie byc wzornictwo a la  Topshop, w kombinacji z cenami, osiaganymi (jak niestety podejrzewam) za pomoca nieludzkiego wyzysku pracownikow w krajach trzeciego swiata.... to tytulem wstepu, zebyscie wiedzieli na czym stoicie.
         Czwartek jest moim Dniem Wolnym, zazwyczaj jem tylko wtedy lunch z innymi zagranicznymi todajowiczami. Dzisiaj jednak postanowilam spelnic wreszcie obietnice dana Jednorekiej Fince po naszym nieslawnym spotkaniu z goffickim klubem na Shinjuku i umowilam sie z dziewczyna na zakupy. Generalnie, nie chwalac sie jestesmy z Finka dobrym tandemem zakupowym, albowiem ona ma lepsze niz ja rozeznanie w lokalnych trendach/sklepach/cenach a ja gadam po tutejszemu plus potrafie przeliczac rozmiarowke. 


Ginza - jedyne miejsce na swiecie, gdzie policjanci swietnie znaja rozklad 40.000 wystepujacych w dzielnicy butikow i potrafia do kazdego skierowac bez chwili zawahania
         Pomysl na wyjscie zrodzil sie w mej glowie wczoraj, kiedy po wyprawie do chramu Meiji czekalam na znajoma Polke na Shibui. Jako ze mialam troche czasu do zabicia postanowilam wysadowac lokalne oddzialy Zary i HaMa - po pierwsze dla celow naukowych, a po drugie dlatego z najlatwiej znalezc tam rozmiary na groteskowo wielkie, gaijinskie ciala. Niestety obie sieciowki w wersji japonskiej sa smiertelnie nudnym krolestwami wypranych kolorow, zachowawczych wzorow i przede wszystkim zawyzonych cen. H&M nie sprowadza do Azji swojej tanszej i odwazniejszej linii Divided, zas Zara wycina wszystkie w jakikolwiek sposob wyrozniajace sie projekty. Krotko mowiac flak i zwis. 
         Dlategoz plan na dzisiaj byl taki, by wybrac sie na Harajuku, do oazy rockabillowcow, plastikowych punkow i gothic lolit, gdzie modowo mozna sie zaopatrzyc we wszystko, co dziwne: poczawszy od wiktorianskiej sukienki z pcv a skonczywszy na stroju pirackiej drag queen.


Takeshita, najbardziej znana ulica na Harajuku. Jednoreka Finka (ktora studiuje w Anglii i zasadniczo jest dwujezyczna) musiala mi wyjasnic dlaczego ta nazwa jest dla Anglikow taka smieszna
        Troszke popaletalysmy sie po okolicy, lecz jako ze zadna z nas nie jest wielka fanka przedobrzonej mody hello-dark-lolita-kitty to i tak wyladowalysmy w lokalnym Topshopie oraz Forever 21. Ja jestem w dramatycznej potrzebie troche cieplejszych ubran a Finka pragnela butow, co w zasadzie z zalozenia wykluczalo wszystkie rdzennie japonskie sklepy...  Tak wiec nie tym razem szalone butiki dla oblakanych Japonek!... Ale bez obaw - powrocimy na Harajuku, tym razem z aparatem, chocby po to zeby udokumentowac wystepujace tam dziwactwa! (I dla sklepu z uzywanymi ubraniami od Vivienne Westwood, ktory podobno gdzies tam jest, ale nijak nie bylam w stanie go odnalezc..)

Wszystkie drogi prowadza do karczmy Rzym, pod wezwaniem swietego F21
         Najlepsze zas jest to, ze w pierwszym, harajukowym Forever 21 kupilam tylko buty, ktore juz dawno mialam wypatrzone w internecie. Ale potem probowalam wrocic do domu. I wsiadlam w zle metro. I jakos wyladowalam na Ginzie. A na Ginzie maja NAJWIEKSZE F21 W CALEJ JAPONIII!!! Toz to nie moglam przepuscic takiej okazji! Moja silna wola polegla sromotnie.

Ale kto moglby oprzec sie takim butom w kropki, wycenionym na niecale 70 PLN?

... chyba tylko ktos, kto wczesniej zobaczyl te pare peep-toe kosztujaca mniej niz 40!
         Koniec koncow stalam sie szczesliwa posiadaczka: dwoch marynarek, dwoch par butow, szalika, beretu, swetra, dwoch opasek i pary rajstop oraz dwoch par ponczoch. Wszystko za nieco ponad 10.000 jenow. Tyle chlopak pracujacy z Daroslawem wydal ostatnio na spodnie!
        (Jedyne co mnie martwi to, ze nadal nie mam swetra...)
Czytam: Felietony Krzysia Vargi - powiesciopisarzem nigdy nie byl moim ulubionym, ale nad jego felietonami regularnie rechocze
Slucham: Death Cab for Cutie - Champagne from a Paper Cup - jestem jakies 10 lat za stara na ten zespol, ale akurat w tej piosence sa swietni!
Dokonania: Wydalam tylko 10.000 jenow na ubrania. Moglam wydac dziesiec razy tyle i do konca miesiaca obgryzac farbe ze scian!
Fun Fact: W japonskich przymierzalniach dostaje sie specjalne maseczki, zeby wkladanie/zdejmowanie ubran nie popsulo nam bron boze naszego kunsztownego makijazu (nie wiem czy panowie tez dostaja ale znajac Japonie podejrzewam ze tak!)

A to tak zwany Sexual Harassment Kitty (セクハラ猫) - od dwoch tygodni bezskutecznie postuluje, zeby stal sie symbolem naszej grupy zagranicznych studentow Todaiu...

środa, 3 listopada 2010

Panowie, troche kulutury!



Znajoma: Wiesz, wczoraj trzy godziny bladzilam po Shinjuku 
Ja: O, a czego szukalas?
Znajoma: WYJSCIA!
          Dzisiaj w Japonii swieto - tak zwany Dzien Kultury. Jako, ze pogoda bardzo sie udala spedziliam je w parku przy chramie Meiji, w towarzystwie todaiowych dziadkow. Todaiowe dziadki to dawni absolwenci uniwersytetu, ktorzy za cel postawili sobie ubogacanie zycia studentow zza morz i od czasu do czasu organizuja dla nas przerozne ekskursje. Dziadki, jak to dziadki nie potrzebuja snu, wiec kazda z ekskursji z nimi rozpoczyna sie nieprzyzwoicie rano - dlatego do tej pory ich unikalam.  Tym razem jednak dalam sie skusic (w koncu nie codziennie swiatynia Meiji konczy 90 lat!). Dodatkowo w ten szczegolny listopadowy dzien mozna bylo w parku chramowym liczyc na inwazje dzieci obchodzacych japonskie swieto “7-5-3”, ubranych w kimona. JAPONSKIE DZIECI W  KIMONACH EMITUJA NIEZNOSNA ILOSC SLODYCZY!!!!!

Shichigosan (“7-5-3”) to japonskie swieto dziewczynek w wieku trzech lub siedmiu i chlopcow wieku pieciu lat. Rodzice wleka je wtedy odpicowane do chramow shinto, zeby podziekowac bostwom za opieke nad latoroslami

Pimp my baby!


Nie wszyscy maloletni sa zadowoleni...


...ale kazden jeden jest rozbrajajaco uroczy.
Azjatyckie dzieci moglabym jesc na surowo!

          Podstawowym powodem dla ktorego lubie park Meiji, jest to, ze nie wyglada on jak miejski park, ale raczej jak kawal lasu, z wielkimi drzewami, waskimi zwirowanymi sciezkami i bez nadmiaru trawnikow. W lokalnym chramie czci sie cesarza Mutsuhito, pierwszego wladce nowoczesnej Japonii.


Czyz nie byl rozkoszny?
Zeby uswietnic obchody rocznicy budowy chramu, a przy okazji Dzien Kultury w parku zorganizowano trwajace caly dzien pokazy, konkursy oraz przerowne cuda. 


Mozna bylo na ten przyklad obejrzec bonsai, ikebany, chryzantemy oraz WIELKIE STATKI ZBUDOWANE Z POZYWIENIA!!!
          Todajowe dziadki przyprowadzily nas jednak do chramu, zeby pokazac nam cos jeszcze innego:


Yabusame... czyli strzelanie z luku z konia w pelnym pedzie!
         Yabusame to duze wydarzenie - konkurs, pokaz i rytual religijny w jednym,


Najpierw kaplan musi oczyscic tor biegu koni...

... potem jego troche mniej wazni pomagierzy wnosza trzy tarcze strzelnicze

Dopiero wtedy objawiaja sie zawodnicy...


...kazdy z wlasnym zestawem minionow, nosiwodow oraz wuchodrapow 
         A potem juz jazda!


Te konie pedza bardzo szybko, przejechanie calego toru zajmuje im nie wiecej niz trzy sekundy...

Jezdziec musi w tym czasie trzy razy naciagnac luk...


...trzy razy wypuscic strzale...

...i najlepiej trzy razy trafic w tarcze wielkosci pokrywki od gara!
          Wszystko to bardzo efektowne - jesli tylko przetrwa sie rytualy przygotowujace, oczyszczajace i odczyniajace zle uroki, ktore caly show poprzedzaja.

A czasem mimo wszystkich tych swietych przygotowan konik i tak sie zerwie, stwierdzajac, ze zamiast odstawiac tu cyrki wolalby pogalopowac sobie do lasu

To moja dzisiejsza randka podczas calej wyprawy - austriacki doktorant matematyki. 
Z profesji oraz charakteru klon Jasia R. (tylko bez wlosow, wielka szkoda!)
Czytam: O cesarzu
Dokonania: STALO SIE! Jako, ze w Mitace mamy wielu obcokrajowcow, zajelo to troche czasu ale dzis, idac ulica WRESZCIE uslyszalam za soba ‘Alez to jakis dziwny obcokrajowiec!’
Fun Fact: Japonia jest swiatowym potentatem w dziedzinie produkcji cieciow. Panowie ciecie obsluguja tu wszystko: od ustawiania rowno rowerow na parkingach, przez asyste w wyjezdzie samochodem ze stacji benzynowej i sygnalizowanie remontow nawierzchni drogowej po pomoc w wypelnianiu drukow na poczcie... Czyzbym rozgryzla sekret niskiego bezrobocia w tym kraju?
PS. Specjalnie dla Kajusa pierwszy raz publikuje swoj harmonogram przyjazdu do ojczyzny! Otoz, przybede w okolicach 20go grudnia, jestem otwarta na wszelkie propozycje sylwestrowe. Z kolei DO siebie do kraju Skosnych zapraszam Was od marca do oporu (z czego polecam zwlaszcza marzec/kwiecien/maj) - o miejsca w luksusowym hotelu “Majzilla” prosze dopytywac mailowo z wyszczegolnieniem daty, ktora Panstwa interesuje!

wtorek, 2 listopada 2010

Random acts of Japanese weirdness


Wczoraj Wy mieliscie dzien wolny od pracy a ja dzien wolny od bloga.
Dzisiaj zas zaprezentuje Wam kilka rzeczy, ktore mnie w Japonii rozbrajaja.

          1.        
         
         Wchodze do Starbucksa na kampusie. Zamawiam macche latte (hm, czasem zapominam, ze czytaja to tez niejaponisci - maccha latte to zielona herbata w proszku z mlekiem). Podaje swoj wlasny, przyniesiony z domu kubek.

Pani ekspedientka: “Otrzymalam od szanownej klientki szacowny kubeczek!
Wszystkie piec pan zatrudnionych w lokalu: “DZIEKUJEMY BARDZO ZA PRZYNIESIENIE I WYDANIE NAM    SZACOWNEGO KUBECZKA JASNIE PANI!!!”
             
Happens every time!

          2.

          Mail od Pani Zaby - to jest prowadzacej moje zajecia z akademickich tekstow japonskich. Pani Zaba nazywana jest Zaba bo: 1/ ubiera sie na zielono oraz 2/ nie przejawia poczucia humoru ani ludzkich uczuc. Pani Zaba nie przepada za mna, bo smrodze jej na zajeciach abstrakcyjnymi pytaniami, a raporty pisze na brudno w bardzo nieporzadny sposob, pelen przekreslen, podkreslen i skreslen przez co Pani Zaba musi sie wysilac, zeby robic mi zza plecow korekty w trakcie tworzenia brudnopisu, (co jest jej ulubiona czynnoscia).  Ponizej zacytuje odpowiedz Zaby na maila, ktorego wyslalam jej wczesniej (mail ten skladal sie z zalaczonego pliku z wypracowaniem oraz zyczen milego halloween) - tlumaczenie nie jest doslowne, ale wierzcie mi, zachowano w nim tresc i forme wypowiedzi.
      “Pani Maju,

hm, no tak, rzaczywiscie mamy Halloween. Ja za bardzo nie obchodze tego zwyczaju, ale istotnie wydaje sie, ze jest on bardzo popularny wsrod japonskiej mlodziezy. Czy w Polsce tez macie Halloween?
Za to 23 listopada swietujemy Kinrōkansha, dawne swieto dziekczynienia za plony ryzu.
W kazdym razie ja bardzo lubie dynie i inne warzywa.
Niestety w tym roku ze wzgledu na pogode zbiory niezbyt mi sie udaly. Mimo to juz sie ciesze na jesienne owoce.
Wreszcie: Odebralam maila. Nanioslam poprawki. PROSZE NASTEPNYM RAZEM WYSLAC PLIK W FORMACIE WORDOWYM”
Kocham Japonczykow. Wszelkie istotne tresci zawsze umieszczaja na koncu, w nadziei ze gaijin do nich doczyta, nie usypiajac wczesniej przy z... hm nosa wyciagnietym wstepie.

          3. 

          Haiku of the week (z dedykacja dla Malego Wolffa, bywalca Nary)
    柿を食えば
    鐘が鳴るなり
    法隆寺
              czyli w wolnym przekladzie
    Zezryj persymone
    a zabrzmi dzwon
    świątyni Hōryūji
             Coz, niech sobie brzmi a ja w tym czasie polece Wam serial. 


              Dzis promuje The Big C, wyjatkowa tragikomedie od Showtime. Fabula tegoz utworu kreci sie wokol Cathy, zwyczajnej, nudnej nauczycielki z amerykanskich przedmiesc. Pewnego dnia Cathy dowiaduje sie, ze ma na tylku zaawansowanego czerniaka skory i, ze nie zostalo jej zbyt wiele zycia... Tak wiem, nie jest to oszalamiajacy pomysl na serial, temat nowotworow zostal w telewizji oklepany do przyslowiowego zarzygania, ale w tym przypadku powstala opowiesc autentyczna: wzruszajaca ale nie ckliwa, ironiczna, celna a do tego pelna swietnie napisanych/zagranych postaci. 
            Pechowa Cathy niedecyduje sie wcale spontanicznie zmienic swojego zycia, raczej po prostu stara sie przezywac swiadomie kazda jego sekunde. O jej chorobie nie wie nikt poza lekarzem oraz (o dziwo!) malo sympatyczna siwa pania, mieszkajaca naprzeciwko. 
           Cudowne w Big C jest to, ze scenarzysci nie uderzyli dotychczas w ani jedna falszywa nute, chociaz maja po temu wiele okazji. Serial idealnie stapa po cienkiej linii miedzy dowcipem a dramatem i ani na chwile sie w tej drodze nie chwieje. Brawo!
    Highlight: Phyllis Sommerville w roli zgorzknialej, starej sasiadki i J.B. Hickey jako zdziwaczaly brat glownej bohaterki, odrzucajacy wszelkie zdobycze zgnilego zachodniego swiata.
    A lot like: Breaking Bad, Weeds
    Dla kogo: milosnikow smakow slodko-gorzkich, sympatykow ironii losu i ironii scenariuszowych
    Czytam Jem: Tempure z baklazana
    Slucham: Fever Ray - If I had a Heart.  tak to juz jest, ze jak zaczynam sluchac Fever Ray to nie moge przestac. A na jutubie ktos napisal, ze ten teledysk mozna powachac. Cos w tym jest....
    Dokonania: Znam juz lwia czesc bialych na kampusie. Bardzo to przydatne, bo jako ze kampus Hongo jest nader maly zwsze znajdzie sie ktos z kim mozna wciagnac obiad na stolowce
    Fun Irritating Fact: Cholerne Japonki, ich miniaturowe drogi rodne i maciupkie tampony. Co ja mam z tym zrobic, W NOSIE SOBIE PODLUBAC?!
    PS. Czy widzieliscie juz premierowy odcinek Walking Dead? HOW AWESOME WAS THAT? Zasadniczo nie lubie zombie, ale jak widac ze wszystkiego mozna zrobic dobry serial.