środa, 17 listopada 2010

So says Chairman Maja!*



Please let it be good. Please let it be good. Pleaseletitbegood!!!

         Kilka rzeczy, ktorych musze sie wreszcie nauczyc:
        1/ W Japonii, niezaleznie od tego, jak cudna wydaje sie pogoda o poranku, jesli prognoza  zapowiada deszcz NALEZY ZABRAC PARASOL!!!
        2/ Wobec czlonkow lokalnej sekty, ktorzy rekrutuja na mitackim dworcu, NALEZY STANOWCZO UDAWAC, ZE NIE ROZUMIE SIE ANI SLOWA PO JAPONSKU. Wszelkie inne wymowki sa nieskuteczne.
        3/ W Japonii nie puka sie w otwarte drzwi, wchodzac do pomieszczenia. Pukac nalezy tylko, jesli drzwi sa zamkniete. Robimy to TRZY RAZY, nie mniej ani nie wiecej. 
        Dzisiejszy wpis pragne zadedykowac panu Łonie, ktorego piosenka o Zlotej Rybce zmotywowala mnie, by “wziac los w swoje rece”! Oto, postanowilam zakonczyc nedzny, dwudniowy ciag wspolczucia godnej samotnosci i zmotywowac mych wspolkursantow do zjedzenia ze mna lunchu. Uwazam za skandaliczne to, ze chociaz juz prawie miesiac meczymy razem japonski nadal tak slabo sie znamy. 
        W efekcie nieopatrznie sprowokowalam sroga, stolowkowa dyskusje polityczna. Wyobrazcie sobie nastepujace tableau: Ja, stojaca na krzesle, czerwona niczym rewolucyjna flaga, dyskutuje z Pieknym Zydem o Palestynie . Obok moj lewacki sidekick - Wesoly Brazylijczyk, maltretuje Chinczyka pytaniami na temat Tajwanu - Chinczyk naturalnie boi sie odpowiedziec, bo nie wie biedak, czy na stolowce nie czaja sie agenci Partii. Amerykanin wyklada Tajom polityke monetarna swego kraju. Obok Koreanczyk niewzruszenie wciaga makaron. ISTNE PANDEMONIUM!!!
         Aha - widzialam sie tez z Mimoza. Skad wiem, ze moj japonski mimo wszystko sie poprawia? Ludzie zamiast w kolko powtarzac z falszywym usmiechem “Och, jakze panienka wspaniale mowi!” zaczynaja poprawiac moje bledy. WHOA!!!

          Ogloszenia parafialne: 
         1. Najserdeczniejsze zyczenia urodzinowe dla Agnieszki N., pierwszej i ostatniej osoby, ktora w zyciu ostanikowalam! LONG LIVE TAMPONALIA!!!
          2. Apeluje z serca do Mateusza G., niech zacisnie tylek i wezmie sie wreszcie za organizacje imprezy noworocznej!
Czytam: Nagai Akira - 医龍 Team Medical Dragon - t. 7.
Dokonania: Jestem Przewodniczaca Maja, osrodkiem zycia studenckiego i patronka aktywnosci mojej grupy kursowej! HOW DID IT COME TO THIS?!
Fun Fact Food: Oyakodon (親子丼), czyli doslownie miska ryzu (don - 丼) z dodatkiem dzieciatka (ko - 子) oraz rodzica (oya - 親) : moje ulubione danie na uniwersyteckiej stolowce. Ryz (duh!) z jajcem i kuciakiem! Tylko japonczycy mogli stworzyc taka nazwe,  rownoczesnie poetycka i obrzydliwa

*/ +10 do lansu dla wszystkich, ktorzy zalapali aluzje do Mind Your Language

wtorek, 16 listopada 2010

Straszny Wtorek, edycja krioniczna



Powiedz mi jak sie nudzisz, a powiem Ci skad jestes!

         Ha, ha - rano otworzylam oko, zobaczylam bezchmurne niebo i z ulga przyjelam, ze wczorajsza koszmarna pogoda po prostu mi sie przysnila.. Wywleklam sie zatem na pole/dwor/zewnatrz i... CO ZA CHOLERNA PODPUCHA?! Cos co przez okno wyglada jak sloneczny dzionek, nie ma prawa byc w rzeczywistosci tak obrzydliwe!!! Niestety - slonce, sloncem: marzlam caly bozy dzionek, w drodze na uczelnie, na uczelni, podczas przerwy na lunch i W OGOLE CALY CZAS.
        Do tego we wtorki, w srodku dnia, miedzy zajeciami z (niezrownana) Zaba, uczeszczam  na cwiczenia z Loczkiem - czlowiekiem, ktory na poczatku byl zabawny, ale teraz sprawia, ze po kwadransie zajec mam ochote wstac z miejsca, zacisnac palce na jego pulchnej szyjce i ZAMORDOWAC DRANIA.... Sad uniewinnilby mnie za dzialanie w samoobronie, bo Loczek co tydzien usiluje nas zabic nuda.

Przy okazji mam kilka spostrzezen co do tego, jak nudza sie przedstawiciele roznych nacji:
Amerykanin - nudzi sie aktywnie. Pstryka dlugopisem, bawi sie ajfonem, rysuje po ksiazce. Normalnie, prawdziwy kowboj
Wesoly Brazylijczyk - nudzi sie podrygujac noga (moze w myslach tanczy sambe). Potem przypomina sobie jak straszliwie jest mu zimno i otula sie ciasniej kozuchem
Smierdzacy Chinczyk - nie jestem pewna czy sie nudzi, ale wyglada, jakby ktos odlaczyl go od pradu
Tajka - im bardziej sie nudzi tym bardziej jest sie smieje. Moze to jakas reakcja nerwowa
Stanowczo najpiekniej z wszystkich jednak nudzi sie Piekny Zyd (duh!). Przybiera poze Chrystusa Frasobliwego (DUH!). Wyglada jakby na barkach mial problemy calego swiata...love it!
Czytam: Kate Williamson - A year in Japan. 

Przypadkowo znalazlam to-to w Book Offie na Kichijōji, gdzie wybralam sie uzupelnic swoja kolekcje Team Medical Dragon.

To uroczo ilustrowany akwarelami dziennik Pani, ktora przebywala rok w Kioto i zamiast opisywac lokalne atrakcje, skupiala sie na takich japonskich ewenementach jak plastikowe ryby, moda plecakowa czy last but not least: BLYSZCZACE STARUSZKI

Podejrzewam, ze bede sie wielokrotnie odwolywac do jej doswiadczen. Jak widac wiele z zawarych w dzienniku WIlliamson spostrzezen pokrywa sie z moimi
Slucham: Madonna - Revolver
Dokonania: Dzisiaj na zajeciach z kompozycji tekstu u Zaby maltretowalismy moje wypracowanie o Miloszu. Nastepny tekst pisze na temat Zubrowki! 
Fun Fact: W japonskich ksiegarniach beletrystyke segreguje sie wedlug plci autorow. HOW DARE THEY?!


poniedziałek, 15 listopada 2010

Pochwala nierobstwa


Jak to NADAL nie widzieliscie Margaret Cho?! Prosze to natychmiast naprawic!
       
        Kochani, dzis doswiadczylam poniedzialku prawdziwie obrzydliwego, w najgorszej japonskiej tradycji deszczowych, wilgotno-wietrznych, ciemnych dni. O ile ja sama cierpialam z godnoscia, to moi towarzysze z intensywnego kursu jezykowego, Piekny Zyd oraz Wesoly Brazylijczyk, byli odpowiednio: na granicy hipotermii albo w pierwszym stadium szoku termicznego. 
        Generalnie pogoda na zewnatrz osiagnela taki poziom wstretnosci, ze docenilam nawet swoj samotny weekend, podczas ktorego popchnelam wszystkie zadania domowe, urzedowe maile oraz inne przykre obowiazki. Dzieki temu dzis po powrocie do akademika, moglam po prostu zagrzebac sie w futon i oddac slodkiemu lenistwu. Z tej okazji: Cotygodniowy kacik serialowy.


        Grey’s Anatomy i House, czyli dwa seriale medyczne, ktore wystartowaly rownolegle z pomyslem odswiezenia formatu lekarskiego tasiemca. Jeden mial byc kombinacja Sherlocka Holmesa ze szpitalna scenografia, a drugi studium dysfunkcjonalnych relacji grupy nadambitnych ludzi, w zamknietym srodowisku medycznej placowki. Oba zaczely z wysokiego poziomu, ale probe czasu stanowczo lepiej przeszlo Grey’s. 
        Siedem sezonow to generalnie wystarczajaca ilosc odcinkow, zeby zabic kazdy serial, ale Shonda Rimes, glowna scenarzystka GA jest swietna wyrobniczka, doskonale czuje kiedy trzeba zmienic tempo i utrzymuje dynamike produktu, za ktory jest odpowiedzialna na wysokim poziomie. 
        Glownym watkiem jest tu historia szesciorga mlodych chirurgow, przyjetych na elitarny program praktyk szpitala w Seattle. Kazdy z bohaterow jest inny, ale laczy ich wielka ambicja, inteligencja, poplatane zycie uczuciowe oraz ogolne emocjonalne nieprzystosowanie. Z biegiem czasu liczba postaci powieksza sie, relacje ich laczace staja sie coraz bardziej skomplikowane, jednak caly czas, zamiast dramatycznej duzo czesciej przebija sie narracja cyniczno-ironiczna. Ogolem: porzadna rzemieslnicza robota, robiona z pewna wizja a nie tylko pod grupe docelowa.
Highlight: Sandra Oh, Chandra Wilson i Sara Ramirez - rozne kolory skory, rozne role, kazda bezbledna w calej rozpietosci od dowcipu do dramatu.
A lot like: House, Mash, Dzienniki Bridget Jones
Dla kogo: Wszystkich, ktorzy maja za soba przynajmniej jeden nieudany zwiazek, ludzi, ktorym zaladek przewraca sie, gdy slysza standardowe dialogi w komediach romantycznych.
         Aha, jeszcze jedno: jako, ze nadrabiam wreszcie zalegle odcinki Mad Men i wczoraj udalo mi sie pierwszy raz podczas jednego zasnac, chcialabym podzielic sie pewnym spostrzezeniem. Dotyczy ono trudnej sztuki tworzenia wiarygodnego rozdartego bohatera:


Nucky Thompson (Boardwalk Empire) - bohater skonfliktowany wewnetrznie


Don Draper (Mad Men) - bohater po prostu niespojnie napisany
Na litosc boska, to nie to samo!!!
PS. Dzisiaj oddalam mitackiemu szewcowi moj zlamany obcas. Naprawil w dwie godziny za jedyne 600 jenow. Z tej okazji pragne zadedykowac mu to oto haiku:
szewcze z Mitaki -
zbyt wiele nie kasujesz
but reperujesz!

niedziela, 14 listopada 2010

Biala slonica tanczy, tanczy, tanczy!



Prawdopodobnie nawet Hello Kitty wyglada w japonskich plasach lepiej niz ja
        Jedna z bardziej frustrujacych rzeczy, po przybyciu do nowego kraju, jest to, ze, jesli na ten przyklad nie mamy planow na weekend, brak kontaktow uniemozliwia nam spontaniczne zadzwonienie do kogokolwiek i umowienie sie... W zwiazku z powyzszem, po pelnym wrazen kengaku, spedzilam najnudniejszy weekend swiata kolejno: piorac, uczac sie znakow, nadrabiajac seriale oraz naduzywajac Margaret Cho, niezrownanego leku na frustracje. 

Margaret Cho: gruba, nieatrakcyjna Koreanka. Cos jak zolty Eddie Izzard z nieustajacym PMSem. LOVE IT!
         Jedyna odskocznia od tego przykrego stanu rzeczy, byl niedzielny kurs 日本舞踊. Nohon buyō (日本舞踊) to jedna z tradycyjnych, japonskich sztuk performatywnych - kombinacja tanca z pantomima. Gesty sa zrytualizowane, lecz nie na tyle, zeby nie dalo sie domyslic od czego sie wywodza. Na moim kursie mialysmy do wyboru uklad “radosna, dziewczeca zabawa z pileczka” (ktora, w moim barbarzynskim mniemaniu, podejrzanie przypomina uklad do YMCA) oraz “smutna pania z parasolka, ogladajaca w deszczu irysy”. Nietrudno chyba zgadnac, ktora opcja przemowila do mnie bardziej. Daje sobie trzy zajecia na zepsucie parasolki. 
       W kazdym razie: wybralam takze yukate: jest czerwona, by ladnie harmonizowala z moja purpurowa twarza. Obi (pas) mam czarne albo zolte (bo dwustronne): jako, ze uklad ktory bede (bede?) tanczyc jest ponury, pewnie zdecyduje sie na opcje czarna... Chetnie pokazalabym Wam caly ten jazz na zdjeciu, ale podczas cwiczen nie wolno nam fotografowac (co prawda widzialam, ze w przebieralni kilka panienek bezkarnie ignorowalo zakaz, wiec moze za dwa tygodnie sprobuje conieco utrwalic..). Anyways: Moim oficjalnie ulubionym elementem odzienia nie jest wcale wlasciwa yukata tylko BAWELNIANE MAJCIOCHY!!! Albowiem dostalismy piekny zestaw bielizny pod-kimonowej w postaci quasi-szpitalnej pidzamki.


Cos takiego, tylko z majtko-portkami
       Nauka na kursie odbywa sie w standardowy japonski sposob, czyli metoda patrzaj-i-powtarzaj-tak-samo-do-skutku. Nie mam nic przeciwko, chociaz wolalbym, zeby z 50% dziewczat, ktore sie zapisaly dostalo dezynterii i zmarlo - moze wtedy w sali cwiczen daloby sie oddychac, oraz (co wazniejsze) bez problemu widziec kazda czesc Pani Nauczycielki. Inne moje zyczenia to: dluzsze rekawy (ew. krotsze rece) oraz, last but not least, LUSTRO. Ja rozumiem, ze tradycyjna sztuka i w ogole ale CZY KTOS KIEDYS WIDZIAL SALE DO CWICZEN TANCA BEZ LUSTRA?!!? Argh.
Czytam Ogladam: Jako sie rzeklo, stand-upy Margaret Cho 
Slucham: Minor Majority - Dancing in the Backyard. Troszke bardziej popowa Madrugada, ale przejawia dokladnie ten sam skandynawski smuteczek...Pycha!
Dokonania: Podjudzona autobusowa rozmowa z Pustakiem postanowilam wreszcie wybrac sie po gumowe rekawiczki, moje od dawna wymarzone akcesorium. Wizyta w sklepie dla fetyszystow przy Kichijōji byla... pouczajaca. (Pani wlascicielka bardzo chciala mi sprzedac caly gumowy superobcisly kombinezon i wyraznie podejrzewala, ze przyjechalam do Japonii pracowac jako biala domina)


Doda Elektrolux niech sie schowa!
Fun Fact: Jako, ze w Tokio odbywa sie panazjatycki szczyt APEC, jednym z podjetych srodkow bezpieczenstwa bylo odpiecie od pradu i oklejenie tasma wszystkich dworcowych automatow sprzedajacych napoje. Boja sie, ze moglby sie w nich ukryc zamachowiec-samobojca?

piątek, 12 listopada 2010

Jedziemy na wycieczke!



Czyli: ku pouczeniu y przestrodze spisane refleksye z kengaku. Przygotujcie sie, bo narracja bedzie raczej niespieszna i pelna dygresyi. Doradzam lekture na raty.
         Powrocilam z zapowiadanej hucznie wycieczki wydzialowej. Podroz odbyla sie bez przeszkod, co nie znaczy, ze bez niespodzianek. Najsampierw: miejscem zbiorki okazal sie (jak przystalo na wycieczke pionu humanistyki) budynek medycyny (numer dwa). Miejsce zupelnie mi nieznane, totez postanowilam odszukac je wczesniej, za pomoca znajomej Polki. Niestety jedyna wiadomoscia jaka udalo mi sie od owej Polki wydobyc byl fakt, ze chcialaby ze mna siedziec w autobusie. I wtedy mnie oswiecilo: TOZ TO WYCIECZKA SZKOLNA - NIE OBEDZIE SIE BEZ PSYCHOLOGICZNEJ WOJNY O MIEJSCA W AUTOKARZE!
        Naiwnie zalozylam, ze od koniecznosci strategicznego wybrania partnera do jazdy ocali mnie wlasnie uprzednie umowienie sie z Polka. Fakt: na codzien nie jestem zwolennikiem tworzenia polskiego getta (zwlaszcza, ze jako sie rzeklo, moje zwiazki z lokalnymi krajanami w Tokio sa raczej luzne) - no ale jesli tworzyc getto to tylko w Dzien Niepodleglosci, right? Jedyna kwestia, ktorej nie wzielam pod uwage byla opcja, ze fellow-Polka zapadnie na tajemnicza (powiedzialabym raczej: tajemniczo watpliwa) grype i okaze sie nastepnego dnia niezdatna do wycieczkowania. O czym poinformowala mnie oraz organizatorow telefonicznie bladym switem dnia odjazdu. Oh, well: czyli jednak gra o miejsce w autokarze! 
        Gra taka ma zasadniczo dwa etapy: pierwszy, w ktorym przybyli jako pierwsi poszukuja szansy, zeby siedziec przy oknie, oraz drugi, kiedy Ci, co dotarli pozniej poszukuja szansy, zeby siedziec przy tych przybylych jako pierwsi, ktorzy wygladaja najbardziej interesujaco. Szczesliwie, udalo mi sie pojawic w miejscu zbiorki na styku wspomnianych etapow, wiec, gdy wspielam sie do autokaru mialam do wyboru komplet siedzacych juz tam pojedynczo osob. Yay?.. Coz, jak to mowia: The odds were good, but the goods were kind of odd. 


Wybrany przeze mnie, (czysto na podstawie warunkow zewnetrznych) towarzysz: Francuski Pustak. Szybko okazal sie byc oficjalnie najbardziej prozna osoba z jaka mialam w zyciu stycznosc. Pierwsze skojarzenie? 


O, tak.
         Szczesliwie jakos znalezlismy wspolne tematy i spedzilismy nasz czas w autokarze, dyskutujac  o modzie vintage, gumowych rekawicach jako akcesorium modowym, chemicznym czyszczeniu rzygowin, lacinskich sentencjach, wloskich firmach kosmetycznych, reformach emerytalnych oraz ikonograficznym motywie serca jezusowego. 
        W  ten jakze rozrywkowy sposob udalo nam sie zabic dwie godziny jazdy, a potem juz zostalismy rzuceni w wir zwiedzania. Szalency w biurze miedzynarodowym zaplanowali dla nas straszliwy harmonogram poznawania wszystkich interesujacych miejsc prefektury Gunma. Jako, ze prefektura Gunma najwyraziej nie dysponuje interesujacymi miejscami, w zamian dostalismy garsc substytutow, po ktorych jesli pozwolicie oprowadze Was za pomoca obrazkow.


Pierwszy punkt programu: Opuszczona (i zapuszczona) fabryke jedwabiu z poczatku ubieglego wieku  - 富岡製糸場


Pelna kokonow jedwabnikow oraz wycieczek japonskich emerytow!


Punkt drugi: Chram shintoistyczny Ichinomiya


Najciekawsze w nim byly dlugie schody, miedzy brama a wlasciwymi budynkami - tu pokonuje je nasza Pani Przewodnik (przebrana na okolicznosc oprowadzania studentow Todaiu za cos na ksztalt blekitnego krasnoludka)


Elementy, ktore na pewno spotkacie w chramie: woda do rytualnego oczyszczenia...


ofiary z origami....




... i naturalnie dzieci swietujace “7-5-3”!
        W dalszej czesci dnia czekalo na nas muzeum historii  prefektury Gunma: od czasow mocno prehistorycznych po amerykanskie naloty podczas Drugiej Wojny

Te podobizny trzech kaplanek to akurat bardzo znany przyklad figurek haniwa skladanych w grobowcach. Cudowne!

Jako, ze ‘kazdemu jego porno’ moja uwaga skupila sie glownie na sali z lokalnymi lalkami teatru bunraku


Mozna bylo sobie takze przyswoic ewolucje gunmaskich domow - tu przyklad z okresu okolowojennego...


w komplecie z lodowka ulubionej firmy mego Meza!
         Po (dlugim und mozolnym) zapoznaniu sie z historia okolicy zostalismy zawleczeni w miejsce, ktore podobno stanowi jej przyszlosc.
Fabryke Takasaki! Produkuja tu WSZYSTKO, czego w Japonii nie lubie: batoniki soyjoy,  energetyzujace Calorie Mate’y oraz : last but not least:


ZNANY KAZDEMU GAIJINOWI IZOTONICZNY NAPOJ O, JAKZE ZACHECAJACEJ ,NAZWIE ‘POCARI SWEAT’!!! (Pieczatki z nazwami odwiedzanych miejsc albo rzeczy z ktorych owe miejsca sa slynne, Japonczycy lubia sobie wbijac do przewodnikow/zeszytow whatever. Smiem stwierdzic, iz ja wbilam ja sobie w miejsce o wiele bardziej gustowne!)
         Nocleg Todai zafundowal nam w tradycyjnym hotelu japonskim - z goracymi zrodlami, lokalnym pozywieniem oraz yukatami do dyspozycji gosci.


Wieczorek zapoznawczy...


...z dostatkiem pokarmu oraz napitkow...


...okazalo sie, ze w pokoju jestem z Koreanka, ktora konczy juz doktorat na temat... najblizszego ziomka pana o ktorym doktorat pisac bede ja!  Most convinient!
          (Bez dokumentacji fotograficznej odbyly sie: obowiazkowy nomikai, moja samotna poznonocna kapiel w goracych zrodlach pod gwiazdami oraz odziewanie Majzilli w yukate w ktorej wygladam raczej groteskowo bo 1: posiadam piersi 2. mam 169 cm wzrostu to jest o jakies 20 cm lydki za duzo)


Nastepnego poranka odkrylysmy z Koreanka, ze hotel posiada takze tradycyjny ogrod!


Sezonowa atrakcja w Japonii: liscie czerwonego klonu, ktore przybieraja tak intensywny kolor, ze skacowanego obcokrajowca na sam widok zanczyna jeszcze bardziej bolec glowa!
         Anyways: kolejny dzien zaplanowano nam luzniej (wyjawszy moze sniadanie o 7:30)...


Zostalismy wywiezieni na szczyt gory... podczas podrozy kolejka odnalazla sie Jednoreka Finka! Tu jestesmy jescze podekscytowane perspektywa tego, co czeka nas na szczycie...


NIestety okazalo sie, ze poza resztkami sniegu znalezlismy tam tylko kilka nieczynnych wyciagow narciarskich i mroz


W zwiazku z powyzszem, dano nam na tym opustoszalym szczycie DWIE GODZINY WOLNEGO. Z Finka i Pustakiem oszalelismy z nudow conajmniej trzykrotnie... Tu w delirium moi towarzysze przeprowadzaja cwiczenia ogolnorozwojowe, przy czym Finka wystepuje w tradycyjnym finskim nakryciu glowy!
        Gdy wreszcie zwieziono nas na dol Finka miala juz zapalenie pluc, ja zgubilam rekawiczke a Pustakowi zaczely sie mieszac japonski z francuskim i angielskim... Spokoj ducha odzyskalismy w pobliskiej wioseczce, gdzie wszyscy studenci oddawali sie wybranym przez siebie tradycyjnym sztukom (wyplatali koszyki z trawy, lepili maski, klecili origami etc.).
  Obrany przez nas na cel warsztat garncarski byl jednak niestety wyjatkowo zamkniety, zatem najechalismy wioskowa knajpe, gdzie bezprzykladnie wykorzystywalismy nasza biala skore do wyludzania darmowego pokarmu oraz napojow...


Dzielni eksplorerzy o zachodzie slonca. Czy widzac takich klaunow w swojej kawiarni nie dalibyscie im darmowego ciasta?
      Generalnie zatem kengaku okazalo sie sympatycznym przezyciem: moze nie ze wzgledu na atrakcje Gunmy ale raczej dzieki pysznemu jedzeniu oraz (zwlaszcza!) szansie odmoczenia zadka w goracych zrodlach... Wszystko to ze swiadomoscia, ze moi znajomi z intensywnego kursu pisza w tym samym czasie regularny, piatkowy test ze znakow!
Czytam:  Nagai Akira - 医龍 (Team Medical Dragon), t. 5 
Slucham: Lamb - Gorecki. Wiadomo
Dokonania: Veni, vidi, nauczylam trzy osoby mowic po polsku “Masz piekna pupe”
Fun Fact: Jedna z tych osob niestety caly czas wymawia to: “Masz piekna pipe”
PS. Produkowany w Gunmie Calorie Mate is sadly responsoble for bringing us THIS. Jack Bauer pokonany przez Japonskie Agentki w Spodniczkach, czyli dzisiejszy wpis z kategorii Dziwne Skosne Reklamy!!

środa, 10 listopada 2010

Usmiechnij sie, jestes w ukrytej kamerze!



Dzis nadal w telegraficznym (jak na moje mozliwosci) skrocie. Musze sie jeszcze spakowac na jutrzejsza wycieczke, a na tzw. skladzie nie mam ani plecaka, ani zadnego obuwia na plaskim obcasie.. THE HORROR!!!

        Serdecznie dziekuje wszystkim (w znaczeniu: Krzysiowi) za propozycje Slawnych Polakow. Niestety i tak skonczylo sie na Miloszu (No, co?! Lepszy Milosz niz Malysz!). Wlasnie wyslalam Zabie wypracowanie, moj ostatni punkt do odhaczenia na liscie “to do before kengaku”. Moge zatem z czystym sumieniem zaczac sie pakowac. Z tej odswietnej okazji pragne takze wyjasnic Wam idee kengaku jako takiego.
        
W kazdym innym kraju nazywaloby sie to po prostu "wycieczka uniwersytecka", lecz, jak wiadomo, w Japonii nie ma miejsca na czcze rozrywki, totez wydzialowy wyjazd w plener nosi dumna nazwe study trip, co z kolei jest raczej nieudolnym tlumaczeniem wlasnie kengaku  (見学). Na owo sympatyczne zlozenie znakow z zakresu pierwszego roku japonistyki, skladaja sie ken (見) “patrzec” i gaku (学) “uczyc sie”. Doslownie zatem: bedziemy ogladac i zdobywac wiedze. W praktyce mam nadzieje bedziemy raczej zrec oraz moczyc sie w goracych zrodlach - ale jako ze to moje pierwsze kengaku, na 100% nie moge jeszcze niczego stwierdzic.
        Anyhows: w zwiazku z wycieczka, popoludniowe zajecia w centrum edukacji byly dla mnie ostatnimi zajeciami w tym tygodniu! Bardzo ciesze sie, ze ich nie przegapilam, bo: 1/ prowadzi je moja ulubiona nauczycielka oraz 2/ dotycza konwersacji, czyli praktycznego wykorzystania jezyka - watku, hm... nieszczegolnie umilowanego przez japonistyke UW. 
         Dzisiejszym tematem bylo “jak grzecznie wymigac sie z udzialu w seminarium” (bardzo przydatne!). A ze nasza senseika bierze uczenie na powaznie, odgrywalismy scenki. I to nie jakies niepowazne wyglupy w klasie, tylko po prostu pani prowadzaca zamknela sie w swoim biurze i zmuszala kazdego po kolei, zeby do niej przychodzil oraz z odpowiednia doza unizonosci probowal wykrecic sie od udzialu w wyimaginowanych zajeciach, za pomoca rownie wyimagnowanej wymowki. Nie dosc tego! Cale “spotkanie” zostalo nagrane na wideo, rzekomo w celu analizowania naszej mowy ciala a praktycznie (jak podejrzewam) w celu upokorzenia nas przed wspolstudentami ogladaniem tego w przyszlym tygodniu... Ach ta edukacja multimedialna! 
         Dosc rzec, iz ja, jako jedyna sposrod calej grupy, zostalam podczas swej scenki zmuszona, zeby na wymyslone zajecia jednak isc, gdyz moja z trudem skonstruowana wymowka okazala sie za malo przekonujaca (CO JEST MALO PRZEKONUJACEGO W AKADEMIKOWYCH CWICZENIACH PRZECIWPOZAROWYCH?!!). Zatem, niestety, spodziewam sie, ze w przyszlym tygodniu odbedzie sie specjalny pokaz “mojego” filmu - byc moze z podlozona muzyczka z Benny Hilla
        Tymczasem z innych osiagniec: Podkuszona wlasnym tekstem o konbini postanowilam wykorzystac ich wszechwladze i wyprobowac opcje placenia przez dziady rachunkow. Po przygodach z platnosciami amazona bylam gotowa na wszelakie niedogodnosci, lecz - o radosci! - Pani ekspedientka po prostu zeskanowala kod paskowy z rachunku i dodala go do mojego paragonu za kupowany pokarm. Konbini, I love you again! 
        Do tego w osiedlowym Lawsonie (ktorego wreszcie znalazlam! Porada od Mai: jesli szukacie konkretnego konbini, najlepiej robic to po zmroku: dranie maja takie hm.. oczojebne oswietlenie, ze mozna je dostrzec z daleka!) odebralam paczke z amazona. Ksiazki naukowe ulozylam w ladnym stosiku na biurku, sama zas pograzam sie od zaraz w lekturze mojej swiezo rozpakowanej, ulubionej mangi o malej dzudodzce!
        Aha! Znalazlam tez mitackiego szewca. Na probe dalam mu bucik z zepsutym zapieciem. Jesli okaze sie godzien w piatek oddam mu moj nieszczesny zlamany obcas!
Czytam: Naoki Urusawa Yawara, tom 9.
Slucham: Diorama - Record Deal.
Dokonania(?): Dzisiaj znajoma Tajka powiedziala mi, ze ubieram sie jak postac z Gossip Girl. Zastanawiam sie, czy z mojego punktu widzenia to komplement czy obelga...
Fun Fact: Japonczycy maja swietne wlosy o strukturze typu ‘marzenie fryzjera’ 
Ps. A propos wlosow:

Z dedykacja dla mego Meza, za to, ze czasem wlecze mnie za wszarz w miejsca, w ktore inaczej nigdy bym nie trafila! 

wtorek, 9 listopada 2010

Straszny Wtorek, druga edycja


Not a very pleasant day...

         Kochani, dzis nie jestem w stanie popelnic pelnoprawnej blognotki. Sensei Zaba rzucila na nas cztery tony zadania domowego, a, ze w drugiej polowie tygodnia chce jechac na wydzialowa wycieczke turystyczno-krajoznawcza, musze to wszystko zmeczyc do czwartku. Trzymajcie zatem za mnie kciuki, gdy walczyc bede ze sztormem kanji i deszczem reibunow!

Do tego dzisiaj zniszczylam sobie trzecia w ciagu miesiaca pare butow. Grrr...

PS. Mam tez napisac wypracowanie o wybranym slawnym Polaku. Jak myslicie, kogo wybrac...?